Zbliża się kolejna rocznica zjednoczenia Niemiec (upamiętniająca oficjalne przystąpienie landów NRD do RFN w dniu 03 października 1990). Jest to święto państwowe dla całych Niemiec. Na początek uwaga praktyczna dla opiekunek osób starszych pracujących obecnie w Niemczech– w 2014 roku dzień 3 października przypada w piątek a więc trzeba zaplanować zakupy na trochę dłuższy weekend.

Jaka była kiedyś różnica pomiędzy podzielonym po II wojnie światowej państwie niemieckim (NRD i RFN) większość opiekunek osób starszych dokładnie pamięta. Niemcom z RFN zazdrościliśmy wszystkiego. A tym z NRD? Zazdrościliśmy im powszechnie dostępnych w sklepie smakołyków takich jak migdały, rodzynki, czekolady. Przywoziliśmy masowo rożne rzeczy, u nas niedostępne – smoczki do butelek dziecięcych, włóczkę, małe pralki, opiekacze. W NRD zawsze istniał duży rynek pracy dla Polaków w budownictwie, przetwórstwie, przemyśle dziewiarskim, przy pracach sezonowych i w innych dziedzinach gospodarki. Można też było prywatnie „pohandlować”. Nasze dżinsy „marmurki” i szampony „Zielone Jabłuszko” były hitem eksportowym drobnego przemytu do NRD. Do opieki nie wyjeżdżało się wtedy wcale albo rzadko, a jeżeli już to do „starych landów” (głównie opiekunki ze Śląska). Opiekunka osób starszych w Niemczech to ogólnie relatywnie nowy zawód, który rozwija się w państwie naszych sąsiadów bardzo dynamicznie dopiero od około 15 lat. Dla opiekunek z Polski ten rynek pracy się stał się szeroko dostępny i popularny dopiero po przyjęciu nas do Unii Europejskiej w 2004 roku.

Czy i jaka jest więc różnica w pracy w opiece pomiędzy „starymi” a „nowymi” landami RFN?

Naszym zdaniem istnieje podstawowa i właściwie jedna różnica – w tzw. nowych landach jest bardzo mało ofert pracy w opiece w domach prywatnych. Wyłączamy z tej opinii Berlin, który podzielony tylko murem pomiędzy dwa ówczesne państwa szybko się zasymilował i pracę w opiece można znaleźć w Berlinie tak samo jak np. w Stuttgarcie (chociaż stawki są troszkę niższe).

Na terenie dawnego NRD jest po prostu niewiele ofert dla opiekunek osób starszych. Dlaczego? Na pewno wpływ mają czynniki ekonomiczne – mieszka tu mniej Niemców, których stać na opłacenie opiekunki z własnej kieszeni. Wsparcie finansowe państwa w postaci Pflegegeld nie wystarcza na to, żeby zapłacić z tej kwoty w całości pracę prywatnej opiekunki a mało kto w tych rejonach miał prywatne polisy z których w „starych” landach dofinansowuje się opiekę czy oszczędności lub tez kapitał wielopokoleniowy. I chociaż nie twierdzimy, że zatrudnienie opiekunki osób starszych to sposób na pozbycie się „problemu” ze starymi rodzicami to jednak wielopokoleniowy system opieki nad członkami własnej rodziny na terenie dawnego NRD jest bardziej widoczny niż w „starych” landach RFN.

Mieliśmy trudności, żeby znaleźć opiekunki osób starszych, które pracują na terenie dawnego NRD jednak udało się nam porozmawiać z trzema paniami.

Pani Danuta pracuje od 2 lat w Dreźnie, Pani Teresa od 3 miesięcy w okolicy Suhl a Pani Estera 3 lata temu pracowała przez 6 miesięcy w Rostocku.

Pani Danuta: Opiekuję się małżeństwem, pani ma 81 lat i właściwie nic jej nie dolega. Jej mąż ma 87 lat i miał 3 lata temu ciężki wylew, jest osobą leżącą, nie ma z nim większego kontaktu. Szczerze mówią nie zauważam większych różnic pomiędzy moją poprzednią pracą na Bawarii, w Ingolstadt a pracą tutaj. Chorzy są wszędzie tacy sami, nie ma znaczenia skąd pochodzą i gdzie mieszkają. Do tej pory nie myślałam nawet o tym, że teraz mam pracę na terenie byłego NRD. Drezno jest pięknie odbudowanym miastem, przyjeżdża tu wielu turystów. Są oczywiście dzielnice miasta gdzie, że tak to określę „trąci PRL-em” ale takie miejsca można znaleźć w każdym większym mieście. Ludzie wydają mi się tacy sami jak wszędzie w Niemczech. Może jednak moja ocena nie jest miarodajna. Rodzina u której pracuję to bardzo dobrze sytuowani ludzie. Mają piękny dom, który wybudowali pod koniec lat 90-tych. Ich historia jest ciekawa – pobrali się dopiero jakieś 20 lat temu, oboje wcześnie owdowieli, oboje nie mieli dzieci. Pani pochodzi z Dortmundu a pan całe życie mieszkał w Dreźnie. Może też dlatego nie zauważyłam jakiś różnic np. w podejściu do życia, organizacji domu itp., ponieważ w tym domu wszystko przebiega według upodobań tej pani a ona prawie do 60-tki mieszkała w „starym landzie”. Tylko trudniej mi spotkać tu inne opiekunki z Polski, to fakt. W Ingolstadt było takie miejsce, gdzie jak się wyszło na spacer to zawsze można było spotkać kilka dziewczyn ze starszymi osobami na wózku. W Dreźnie nie znam takiego miejsca.

Pani Teresa: To moja pierwsza praca w opiece nad osobami starszymi w Niemczech i nie mam porównania z pracą w innych rejonach Niemiec. Pochodzę z Mazur, z małej wioski i jedyne co mnie tutaj zaskoczyło to to, że poczułam się jakbym przyjechała do kuzynki, która mieszka niedaleko Nowego Sącza a nie do Niemiec. Moja podopieczna choruje na Alzheimera. Ma jednego syna który pracuje w Jenie, ma dobrą pracę. Mieszkam w maleńkiej wiosce, dokoła góry, bardzo dużo starszych ludzi a bardzo mało małych dzieci. Jestem tu jedyną opiekunką osób starszych z Polski i jak to na wsi, wszyscy się mną interesują. Mentalność ludzi przypomina moim zdaniem całkowicie mentalność mieszkańców małych miejscowości w Polsce. Wszyscy od razu zauważyli, że jest w wiosce ktoś nowy, każdy mnie na początku tylko oglądał. Jak wchodziłam do piekarni (tu nie ma innych sklepów, zakupy przywozi raz w tygodniu syn) to zapadała cisza. Kiedy ludzie trochę się oswoili z moją obecnością, zaczęły się oczywiście pytania – skąd jestem, co tu robię, czy jestem w Niemczech legalnie i … ile zarabiam. Nie sądzę, żeby ciekawość ludzi była inna w tym zagubionym zakątku dawnego NRD niż w takich samych miejscach w starym RFN. Ludzie na wsi zawsze żyją trochę inaczej niż w mieście. Jestem emerytowaną nauczycielką, studiowałam w Warszawie, nawet po studiach pracowałam tam 3 lata i wiem jaka jest różnica pomiędzy życiem w mieście i życiem na wsi. Moje porównanie może sprowadzić się tylko do tego co wiem od mojej przyjaciółki Jasi, która namówiła mnie do pracy w opiece nad osobami starszymi. Jasia pracuje już 5 lat, była w różnych miejscach w Niemczech. Od jakiś 2 lat pracuje pod Soest, również na wsi. Tam opiekunki z Europy Wschodniej są w co drugim domu. I domy też są ładniejsze, widziałam na zdjęciach. Ale jak kiedyś porównałyśmy koszty utrzymania dla dwóch osób ( Jasia również opiekuje się panią, która mieszka sama) to nie był specjalnie dużych różnic. Tylko jej jest zdecydowanie łatwiej dostać się do tzw. cywilizacji. Ma podmiejskie autobusy do Soest kilkanaście razy dziennie, jej podopieczna ma też samochód. Moja podopieczna nie ma samochodu a autobus do Suhl jeździ dwa razy przed południem i dwa razy po południu. Jest też zdecydowanie większy zakres usług dla domu – do pacjentki Jasi przychodzi fryzjerka, pani do pielęgnacji paznokci u rąk i nóg i jest to normalna, powszechnie akceptowana usługa. Nie jestem pewna czy mojej podopiecznej kiedykolwiek przyszło do głowy żeby ktoś zrobił jej manicure. Patrząc z szerokiej perspektywy, uważam, że w tym miejscu gdzie pracuję w Niemczech jest podobnie jak w takich samych małych wioskach w Polsce. Opieka nad osobami starszymi jest sprawowana tak jak w Polsce – na zasadzie rodzin wielopokoleniowych, które mieszkają pod jednym dachem. Jestem tu na razie jedyną opiekunką ale już kilkanaście młodszych osób pytało mnie o kontakt do firmy w której pracuję. Może to jest tak, że przyjeżdżając tu do pracy w opiece nad osobami starszymi przyczynię się do zmian w tym miejscu i niestety naruszenia więzi rodzinnych. Dzieci wyjadą daleko do pracy a ich miejsce przy starych rodzicach zastąpią profesjonalne opiekunki.

Pani Estera: W Rostocku pracowałam w latach 80-tych jako studentka. Praca w NRD w wakacje była wtedy bardzo popularna. Praca była ciężka ale jak człowiek był młody to nie martwił się ciężką pracą tylko cieszył się na rozrywki po pracy. Trafiłam do Rostocku ponownie po prawie trzydziestu latach. Musze przyznać, że miasto zmieniło się na lepsze. Zawsze było ładne ale kiedyś czuło się tą taką charakterystyczną dla dawnych czasów niedbałość. Miało być praktycznie ale niekoniecznie ładnie. To się zmieniło i uważam, że jest to ewidentnie efekt połączenia NRD z RFN. Wykonywałam oczywiście zupełnie inną pracę więc trudno porównać samą pracę. Moi pracodawcy to była trochę dziwna, z historycznego punku wiedzenia, para. On, syn robotników komunistów, zrobił prawdziwą karierę prawniczą. Ona również prawnik, ale ze „starego” landu, z von przed nazwiskiem, spokrewniona z większością królewskich rodów w Europie. Poznali się na jakimś seminarium naukowym w Berlinie i pokochali. Pokochali się ponoć do szaleństwa ale w tamtych czasach któreś z nich musiałoby zostawić swoją rodzinę żeby przenieść się do NRD lub RFN. Żadne z nich nie zdobyło się na takie poświęcenie. Ich miłość była miłością wierną ale raczej na odległość. Dopiero po zjednoczeniu Niemiec pobrali się. Księżniczka ze „starego” landu przeprowadziła się do męża, do „nowego” landu. Byli już za starzy, żeby mieć dzieci. Na początku przez jakiś rok była sielanka. Potem zaczęły się problemy. Pani była ciągle zła, ciągle z czegoś niezadowolona. Pan myślał, że źle się czuje w nowym środowisku, że to właśnie „nowe Niemcy” źle na nią działają – rozbudowujący się dopiero Rostock, jego znajomi z klasy robotniczej. Pani coraz mniej mówiła, zamykała się w pokoju. On podjął więc decyzję – wracamy do „starego” landu, do środowiska w którym wychowała się żona. Okazało się jednak, że jej zachowania nie wynikały ze tego, że nagle znalazła się w trochę innym kulturowo Rostocku. Te zmiany spowodowała choroba Alzheimera. Miała 55 lat, kiedy to się zaczęło. On wrócił z nią do Rostocku. Kiedy trafiłam do nich jako opiekunka osób starszych pani nie poznawała już nikogo – znajomych, przyjaciół, matki, męża. Była bardzo spokojną osobą. Mąż poświęcił bardzo wiele pieniędzy na różne sposoby leczenia, niestety ta choroba jest na razie nieuleczalna. Nie mógł się z tym pogodzić, że kiedyś podzieliła ich polityka a po krótkim okresie wspólnego szczęścia choroba. Codziennie po powrocie z pracy widziałam to napięcie na jego twarzy czy żona go pozna …To taka dygresja odbiegająca od tematu. Na pewno wtedy w Rostocku opiekunki osób starszych z Polski można było policzyć na palcach. Z tego co widziałam, to u znajomych mojego pracodawcy, jeżeli trzeba było opiekować się babcią, dziadkiem czy mamą to rodziny radziły sobie raczej tak jak u nas. Albo córka rezygnowała z pracy albo przyjeżdżała bezrobotna kuzynka albo rodzinie pomagała zaprzyjaźniona sąsiadka. Jestem zresztą pełna podziwu dla tego jak wspaniale w Niemczech funkcjonuje pomoc sąsiedzka i to niezależnie od tego czy jest to stary czy nowy land. Zdaję sobie sprawę, że w takim rozwiązywaniu sprawy duży udział mają możliwości finansowe ale pomimo tego uważam, że w tzw. „nowych” landach (dawne NRD) ludzie zachowali inny model rodziny. Nie potrafię ocenić czy z konieczności (finanse) czy z miłości rodzinnej. To, że ja znalazłam się w tym domu w Rostocku wynikało tylko i wyłącznie z tego, że cała rodzina mojej podopiecznej ze „starego” landu tradycyjnie korzystała z pomocy opiekunek osób starszych i z Polski i z Rumunii i z Bułgarii. Najbliżsi znajomi mojego pracodawcy, wychowani w NRD, dobrze sytuowani, powiedzieli kiedyś do mnie wprost, że nie mogą sobie wyobrazić, że ich bliskimi musiałaby opiekować się osoba spoza rodziny. Nie potrafię jednak ocenić czy powiedzieli tak ponieważ pochodzą z „nowych” landów czy tak myślą.

Jeżeli któraś z pań (lub panów) zajmujących się opieką nad osobami starszymi w Niemczech ma własne spostrzeżenia na ten temat – zapraszamy do zamieszczania komentarzy!

Zajrzyj przy okazji do artykułu „ Niemcy nie chcą opiekować się rodzicami – stereotyp, prawda czy niezrozumienie.”

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
jankaDariusz6034 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dariusz6034
Gość
Dariusz6034

Pracoałem krótko u rodziny pod Lipskiem – totalne nieporozumienie. Zupełnie inny świat i skąpstwo jakich mało.

janka
Gość
janka

Witam. Nie zauważyłam obecnie różnicy między federalnymi Niemcami a wschodnimi, różnice zdążyły się już zatrzeć, a Polaków tu i tu nie brakuje.Na wioskach oczywiście jest ich mniej,w Bawarii np. przez 2 miesiące nie spotkałam żadnego Polaka.Spotykam się w rodzinach niemieckich z totalnym skąpstwem, ale i z hojnością, jest różnie, tak samo jak w Pl. Denerwujący jest ciągły nadzór i kontrolle, w przypadku starszych opiekunek które „zęby zjadły” na opiekach i dawno mają dorosłe dzieci wnuki, jest to już niepotrzebne – tak uważam- a pracowało by się dużo lżej.3 X byłam w Bonn , oficjalnie był duży szum koło tego święta,… Czytaj więcej »

Najczęściej czytane

Emerytura w Niemczech

Opiekunki osób starszych, które podejmą legalną pracę w Niemczech, na umowę o pracę według niemieckiego prawa, mogą liczyć na nabycie praw emerytalnych w Niemczech. Od 1 maja 2004 roku obowiązują dla (…)

Czytaj więcej

Najczęściej komentowane

Ogłoszenia „szukam zmienniczki” – na co uważać

Kiedy interesuje nas praca w opiece, spotykamy ogłoszenia o treści „szukam zmienniczki”, najczęściej zamieszczane na portalach społecznościowych. Chociaż może wydawać się, że jeżeli opiekunka szuka (…)

Czytaj więcej