W ofertach pracy w opiece w Niemczech gotowanie obiadów jest najczęściej codziennym obowiązkiem opiekunki. Wiele z nas, opiekunek osób starszych gotuje chętnie, cieszymy się, jeśli nasze potrawy smakują podopiecznym no i przy okazji możemy mieć wpływ na zaspokojenie własnego apetytu. Nieraz ilość obowiązków lub specyficzne schorzenia podopiecznych (np. żywienie przez sondę czy podopieczny zbyt aktywnie chcący wziąć udział w gotowaniu) powodują, że rozsądnym wyjściem z sytuacji jest zamówienie dostarczania obiadu z zewnątrz. Taki system w Niemczech nosi właśnie nazwę „Essen auf Rädern“ i to przede wszystkim osoby starsze tworzą bazę ponad 300.000 klientów zamawiających obiady do domu. Posiłki są dostarczane w jednorazowych pojemnikach (plastik lub aluminium), ciepłe lub do podgrzania. Praktycznie każda instytucja w Niemczech, która oferuje usługi w zakresie opieki nad osobami starszymi (AWO, Caritas, Rotes Kreuz, Malteser, Johanniter) ma w swojej ofercie dostarczanie posiłków dla osób starszych. Usługa oferowana jest na terenie całych Niemiec, a więc na terenie olbrzymiego państwa. Z tego powodu najczęściej te instytucje są tylko organizatorem zbierania zamówień i dostaw a posiłki przygotowywane są przez lokalne restauracje i bary. Oznacza to, że praktycznie w każdej miejscowości obiady „Essen auf Rädern“ mogą smakować inaczej. Opiekunka z Polski, która będzie w Monachium może więc bardzo sobie chwalić takie dowożone posiłki a jej koleżanka kilkadziesiąt kilometrów dalej w Garmisch będzie narzekała na ich smak i jakość.

No właśnie – jak smakują takie gotowe obiady?

Ewa (38 lat, 3 lata doświadczenia w pracy w opiece nad osobami starszymi w Niemczech) spotkała się z sytuacją, gdzie podopieczna po wylewie cierpiała na nadwrażliwość na zapachy i w domu nie można było gotować. Powiedziała nam, że w miejscowości M. w Nadrenii Westfalii (nie podajemy nazwy miasta, żeby nie robić kryptoreklamy) chętnie od razu zjadałaby dwa albo trzy takie dowiezione obiady: „Słuchajcie, pełen luksus. Ładnie podane, wiecie co mam na myśli. Oczywiście na aluminiowej tacce, ale tak elegancko, że chciało się po prostu jeść. Tacka przykryta świeżymi liściami sałaty, więc nie było jej widać. Tu noga z kurczaka z klasycznym papilotem na końcu, tam ziemniaczki – każda połówka prawie tej samej wielkości, ładnie ułożone, żadne tam pacnięcie łyżką z gara, obok surówka przybrana pomidorkiem wyciętym w różyczkę. Świeże, do lekkiego podgrzania, pachnące. Tylko usiąść i spokojnie się delektować jedzeniem. Żal mi było nawet przełożyć na talerz (aczkolwiek moja babcia miała piękną porcelanę), ponieważ zniszczyłabym wizualny efekt potrawy. I smaczne. Sama lubię gotować, dobrze gotuję, ważny jest dla mnie także sposób podania jedzenia, niemniej przyznaję, że musiałam uznać wyższość mistrzów gastronomii nad kuchnią domową. Przez trzy miesiące tylko raz się zdarzyło, że obiad mi nie smakował ale wynikało to z tego, że nie lubię żadnych podrobów. Pomijam tą zaletę przywożonych obiadków, jaką jest brak targania siatek ze sklepu, brak stania nad kuchenką i brak zmywania. Po prostu było smaczne. Uzbrojona w tak pozytywne doświadczenia, kiedy po jakimś czasie pojechałam na następne zlecenie do portowego miasta H., gdzie moja podopieczna z Alzheimerem wręcz zbyt aktywnie chciała uczestniczyć w gotowaniu i kilka razy się skaleczyła, wrzuciła parę razy na patelnię nie to co trzeba i generalnie bałam się przy gotowaniu obiadu o nią i o siebie, poprosiłam o zamówienie Essen auf Rädern. Wcześniej byłam w małym miasteczku, dwie restauracje na krzyż więc dbali o swoją reputację. W dużym mieście było niestety inaczej. Może się czepiam, bo pierwsze doświadczenia miałam zbyt pozytywne, ale obiady były po prostu niejadalne. Tacki do jedzenia z jakiegoś dziwnego plastiku, nie wiem, może melaniny, do wielokrotnego użytku, wydzielały specyficzny zapach garkuchni. Posiłki miały być dietetyczne ale dietetyczne nie oznacza bez smaku i wyglądu. A takie właśnie jedzenie przywozili. Ani na to popatrzyć, ani tego zjeść ze smakiem. Było mi niezręcznie przed córką babci (bardzo miła osoba) ale musiałam poprosić jednak o odmówienie gotowych obiadów. Umówiłyśmy się tak, że gotowałam wieczorem, kiedy babcia nie widziała”.

Teresa (55 lat, 11 lat doświadczenia w pracy w opiece nad osobami starszymi w Niemczech) ma podobną opinię: „Z tym przywożonym obiadem jest bardzo różnie. Czasami nawet widać, że się starają ale nie do końca to wychodzi. Nie krytykuję jednak „Essen auf Rädern“. Nie jestem wybitną kucharką, zamiast siedzieć w kuchni wolę iść do ogródka albo poczytać gazetę. Nie jadę do pracy w opiece do Niemiec, żeby się najeść. Zdaję sobie z tego sprawę, że dla bardzo starych ludzi jedzenie jest jedną z niewielu przyjemności, na jakie mogą sobie pozwolić. Kiedy widzę, że jakość ciepłych, domowych posiłków jest ważna dla moich „starowinek” to im gotuję. Jeżeli jednak obiad jest tylko nieistotną częścią dnia, kiedy jedzenie nie ma dla nich żadnego znaczenia to wolę, żeby obiad był przywieziony. Osobiście nie jestem jakimś wyjątkowym koneserem jedzenia, nie spełniam się także jako autor posiłków. Jeżeli obiad jest gotowy, przyrządzony przez kogoś to go zjadam i cieszę się, że nie musiałam gotować i nie będę musiała zmywać. Takie gotowe jedzenie to mimo wszystko duża pomoc, zwłaszcza jeżeli pracujesz w opiece nad osobą z demencją. Generalnie to uważam, że to „jedzenie na kółkach” nie jest złe. Fajnie, że Niemcy w ogóle mają taką możliwość zamówienia ciepłego posiłku do domu. Myślę, że u nas w Polsce wielu starszych, samotnych ludzi chciałoby mieć taką możliwość.”

Smakuje czy nie – ale ile to kosztuje?

Cena jest zależna od regionu, dostawcy, zaleceń dietetycznych i … dnia tygodnia. Można wyróżnić ramy cenowe – od 3,20 euro do 10 euro za obiad. Posiłki dietetyczne, które muszą spełniać szczególne wymogi dotyczące np. zawartości tłuszczu, cukru, ogólnej ilości kalorii, są zwykle droższe o ok. 1 euro. Droższa jest także dostawa posiłku w soboty niedziele i święta. Tańsze są posiłki w tzw. nowych landach, a więc rejonie dawnego NRD. Na cenę ma wpływ wiele czynników – gęstość zaludnienia, ilość klientów w regionie, odległość od punktu dostawy itp. a więc zwykłe czynniki regulujące popyt i podaż.

Przykładowe dania wraz z cenami:

duże miasto w „starym” RFN:

  • łosoś w sosie śmietanowo – ziołowym z ziemniakami – 5,79 euro

  • mielony z mięsa kurczaka w sosie ziołowym z ryżem – 5,95 euro

  • makaron w sosie pomidorowym z ziołami – 5,95 euro

  • sznycel wieprzowy z zielonym groszkiem i kluskami – 6,20 euro

  • pierś z kurczaka panierowana z kolorową sałatką i smażonymi ziemniakami – 6,20 euro

duże miasto w „dawnym” NRD:

  • paluszki rybne 6 szt, sos ziołowy, ziemniaki z wody, mieszkanka sałat – 4,20 euro

  • rolada wieprzowa z cebulą, ziemniaki, surówka z czerwonej kapusty – 4,80 euro

  • warzywne danie wegetariańskie z oberżyną, cukinią, pomidorami i bułką – 3,20 euro

  • pierś kurczaka smażona, ziemniaki pieczone, sałatka warzywna – 4,80 euro

W Niemczech z reguły nie podaje się wagi poszczególnych produktów (nie ma np. wagi mięsa, ryby itp.) ale ogólną wartość kaloryczną posiłku.

5
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
ankaanitaritaewalinekkrystyna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
krystyna
Gość
krystyna

Wiem,że sa osoby,które zyja po to aby jeść,Ja należę do tych drugich a wiec jem aby żyć.Trafiłam do podopiecznej,gdzie był katering.Pani dostawała listę i miała do wyboru 3 zestawy,które sama zakreślała według swojego gustu,do tego była zamawiana tylko jedna porcja,poniewaz pani bardzo mało jadła i odkładała sobie na talerz,a ja mogłam zjeść resztę,tak że dla jednej osoby było za dużo dla dwóch za mało.Pierwszy miesiąc odpowiadało mi to,nadrabiałam przekąskami,ale po miesiącu,zaczęłam się zle czuć,miałam problemy trawienne,męczyła mnie zgaga,nie czułam głodu,ale ciągle coś podjadałam to słodkie to kwaśne,byłam rozdrażniona,nie mogłam spać.Od tej pory przykładam dużą wagę do prawidłowego odżywiania się.

ewalinek
Gość
ewalinek

Miałam w dwóch miejscach dowożone obiady i nie mogę powiedzieć, żeby były całkiem złe. Tylko wszędzie walili te ciężkie sosy naszprycowane pewnie konserwantami. Jednak mimo wszystko wolę sama ugotować.

rita
Gość
rita

W jednym miejscu mialam dowozone obiady , ale nie bylo sie czym zachwycac , wszystko na bazie gotowych proszkowanych zup isosow po dwoch tygodniach uzgodnilam z corka mojej podopiecznej ze bede gotowac , tym bardziej ze uwielbiam gotowac .Nie zebym byla jakas bardzo wymagajaca ale te obiady zawsze byly wystudzone ,byl problem z podgrzaniem bo nie bylo mikrofali , I takie bez smaku .

anita
Gość
anita

Ukłony … jako opiekunka musiałam jeść co pani podopieczna z demencją ugotowała wraz ..z tw. wycieraniem nosa” po drodze do garnka bez mycia rąk…niekiedy znów…gotowałam tylko jak miała na weekend przyjść córka…wtedy było 18 dkg. mięsa..a dla mnie? kawałek kości..??
a tak..jedzenie z zamrażalnika sprzed 5,6 lat,

pozdrawiam życząc smacznego

p.,s. i nad tym nie ma kontroli??????

z awitaminozą za pan brat

anka
Gość
anka

Ogólnie chętnie gotuję i chyba nie najgorzej,nie cierpię jednak jak babcia „wisi” nad kuchnią, dosmacza, dosala choć nie trzeba, pokrywki zdejmuje, próbuje….ohyda, a robieniu uwag już nie wspomnę. Mało tego, trzeba uważać żeby nie upadła, bo choć ledwo na nogach stoi to na pouczenia siłę ma.

Najczęściej czytane

Emerytura w Niemczech

Opiekunki osób starszych, które podejmą legalną pracę w Niemczech, na umowę o pracę według niemieckiego prawa, mogą liczyć na nabycie praw emerytalnych w Niemczech. Od 1 maja 2004 roku obowiązują dla (…)

Czytaj więcej

Najczęściej komentowane

Ogłoszenia „szukam zmienniczki” – na co uważać

Kiedy interesuje nas praca w opiece, spotykamy ogłoszenia o treści „szukam zmienniczki”, najczęściej zamieszczane na portalach społecznościowych. Chociaż może wydawać się, że jeżeli opiekunka szuka (…)

Czytaj więcej